Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/calendas.to-wykonywac.starachowice.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server350749/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server350749/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server350749/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server350749/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server350749/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server350749/ftp/paka.php on line 17
przy ustach. Nie takiego

– Przysłano mi je.

razem w jednym łóżku. Dotychczas wciąż jeszcze tak robili, choć on
gierka. I nie czuję się dobrze z tym, że stawiasz mnie dokładnie na tej
bezpieczeństwo zawsze grało trzeciorzędną rolę. Jej anioł stróż musiał
Uspokoiła go pocałunkiem. Słowa były niepotrzebne. Mogły zniszczyć piękno poranka. Zamknęła oczy i przysłuchiwała się swojemu ciału, pożądaniu, które płynęło w jej żyłach, uniesieniu, które przepełniało jej serce. Najpierw ssał jej pierś delikatnie, całując i smakując, a potem zaczął robić to bardziej namiętnie. Przyciągnął ją szybko do siebie. Serce Cassidy waliło jak młotem, miała przyśpieszony, urywany oddech. - Słodka Cassidy. - Wyszeptał ochrypłym, spragnionym głosem. Jej palce czyniły cuda. Dotykała go, całowała, kochała. Wiedziała, że gdy jego chora noga wydobrzeje, nie wystarczy jej samo dotykanie. Nie próbował jej powstrzymać. Poddawał się czarowi jej dotyku, wyciągając się, gnąc i walcząc z nieuniknionym. W końcu znalazł się u szczytu, który okazał się krótką konwulsją. Oderwał się od ziemi, a potem opadł na nią z powrotem. Chwycił mocno Cassidy i przyciągnął do siebie. - Nie musiałaś... - Ćśś... - wyszeptała mu w pierś. - Przyszedł na to czas. - Ale ty nie... - Nie szkodzi. Spojrzał jej głęboko w oczy. - Połóż się na plecach. - Co...? - Twoja kolej. Roześmiała się. - Nie liczę punktów. - Wyciągnęła rękę po szlafrok. - Nie musi być remisu. - Oczywiście, że musi. - Przytrzymał rękę Cassidy swoją silną dłonią. Materiał ześlizgnął jej się z ramienia. - Chase... Był nieugięty. Szybko przewrócił ją na plecy i przytrzymał ją przy ziemi nogą w gipsie. - Zaczął swoje misterium. Dotykał jej powoli. Jednym palcem błądził wzdłuż kręgosłupa, a wargami odnajdował miejsca i zagłębienia, o których istnieniu dawno zapomniała. Badał ją doświadczonymi palcami i językiem. Zalewało ją ciepło przenikające do głębi. Jej ciało, od dawna lekceważone, zaczęło płonąć. Była spocona. Chase powoli rozchylił jej nogi i zanurzył palce w jej ciepłej kobiecości. Świat zaczął wirować wokół niej. Wygięła się na piasku niecierpliwie, a on całował jej brzuch, piersi i uda. Nie mogła tego powstrzymać. Poczuła, że zbliża się do szczytu. Wyszeptał jej imię. - Cassidy, och, kochanie... Świat eksplodował. Przed jej oczami wybuchły światła i rozprysnęły się w miliony kolorowych iskier, które zmieszały się głęboko w jej sercu i pobiegły daleko, na krańce wszechświata. Leżała zdyszana, upajając się widokiem Chase’a i zastanawiając się nad ich przyszłością. Razem? Osobno? Paliło ją pragnienie poznania przyszłości, chęć zaufania mu i kochania go. Chciała zapomnieć o wszystkim innym. - Zadowolona? - spytał opanowanym głosem. Siedział na piasku obok niej. Jakoś udało mu się pozapinać guziki u spodni. W oczach miał żal. - Tak, ale... - Tego chciałaś, prawda? - Słowa raniły jak ostrze noża. Na jego twarzy malowało się coś więcej niż złość. - Teraz jedynie tyle mogę ci dać. - Nie rozumiem... Patrzył na staw. - Chciałaś mnie uwieść i udało ci się. - Ja, uwieść ciebie? - Nagle otrzeźwiała. Złość zdusiła ostatnie promyki rozkoszy. - Przecież to ty za mną tutaj przyszedłeś. - Tak, jak chciałaś. Wiedziałaś, że nie mogę się powstrzymać. - Ja nie... - Nie kłam, Cassidy. - Stanął, wspierając się na kuli i patrzył na nią z góry. Jego usta, przed chwilą takie ciepłe i kochające, teraz były zacięte i tworzyły płaską, złowrogą linię. - To nie w twoim stylu. Czar poranka prysł. - Ubierz się. - Wbił kulę w piach. - Jeszcze cię ktoś zobaczy i dostaniesz więcej, niż chcesz. - Ty arogancki, samolubny sukinsynu! - wrzasnęła. - Myślisz, że ja... - Nie wiem, co myśleć, Cassidy. Dlatego, że tak naprawdę cię nie znam. - Chase... - A ty nie znasz mnie. Pokuśtykał do domu. Została sama. Wpatrywała się w napięte mięli śnie jego pleców. Nie miały blizn, były gładkie i przypomniały jej, jak bardzo pragnie jego dotyku, jak bardzo chce się z nim kochać i jak jest zdesperowana.
261
słuchawkę z wyraźną irytacją.
Miał zamiar pozostać tam dłużej, ale chciał także zajść do domu
336
an43
ruszyli w górę, powiedział:
Sprowadzić do domu dziecko, całe i zdrowe. A to nie stanie się
ciebie samej, z tej Milli, którą wszyscy kochamy! Córeczko, nie masz
- Co się stało? - zapytał chyba ktoś inny jego głosem; ciało
ona i pozostanie na swoim miejscu. Nie wypatrzyła go nigdzie, choć

ma psy, które koło wpół do jedenastej wieczorem wpadły w szal – mniej więcej w tym czasie

- Niezły pomysł - zaśmiał się True. - Hej... zaczekaj. Nie
ratował Milli życie. Susanna też tam wtedy była. Czasem mijało
przepijając do siebie, zamawiając kolejne flaszki. Miejscowy

przedniego siedzenia został rozbrojony, a Rip nagle znalazł się na

przesyłka od Montoi – i zastanawiał się, co mu chodzi po głowie. Sprawdził i potwierdził
samochodem i spowodowałaś wypadek?
kierownicy. Chewolet zawył, wspinając się po stromej szosie na oceanem.

więc na siebie ściągnąć? Jakim cudem mógł podpaść komuś, kogo

pokonać zamek. Zabezpieczył samochód i zawrócił do starego zajazdu ogrodzonego
Biblię.
Boże, gdzie ona jest?